Miasto coraz bardziej przyjazne psom?

miasto

Parę miesięcy pisałam o pewnych zmianach w przepisach miasta Poznania (Poznań – miasto przyjazne psom?). Od momentu ogłoszenia decyzji Sądu Administracyjnego minęło pół roku – czy coś się przez ten czas zmieniło? Wszystko zależy od punktu widzenia.

Proponowane przez miasto zmiany

Wiceprezydent miasta, Tomasz Lewandowski od razu zapowiedział, że miasto nie będzie odwoływać się od decyzji sądu. Wręcz przeciwnie – nie tylko zaakceptuje decyzję, ale i przygotuje projekt nowych zasad, które będą przyjazne zwierzętom i ich właścicielom.

Jak stwierdził dyrektor wydziału gospodarki komunalnej, Ziemowit Borowczak, odgórny zapis zakazujący zwierzętom wstępu do „budynków użyteczności publicznej” był pozbawiony większego sensu. Uznano, że najlepszym wyjściem będzie pozostawienie decyzji w rękach dyrektorów i kierowników konkretnych placówek – jeżeli będą chcieli, to będą mogli wprowadzić pewne ograniczenia. Takie same prawa mają mieć spółdzielnie mieszkaniowe, zarządcy obiektów sportowych, placów zabaw oraz parków.

Projekt zakłada także zmianę przepisów dotyczących prowadzenia psów na smyczy. Do tej pory spuszczenie psa ze smyczy bez kagańca mogło mieć miejsce tylko na terenie ogrodzonego wybiegu dla psów, a spuszczenie ze smyczy z nałożonym kagańcem w wyznaczonych miejscach. Psów ras uznawanych za agresywne nie można było natomiast spuścić ze smyczy nigdzie. Zmiana w przepisach ma pozwolić na spuszczanie psa w miejsach, w których „nie ma dużych skupisk ludzi” – wystarczy, że pies „będzie pod kontrolą” właściciela. Do tego psy ras uznawanych za niebezpieczne będą miały pozwolenie nie tylko na wstęp na wybiegi dla psów, ale także na poruszanie się po nich bez smyczy i kagańca – o ile na wybiegu nie będzie innych zwierząt (albo, zakładam, jeżeli właściciel innego zwierzęcia wyrazi na to zgodę).

A z mniej psich rzeczy: nowy przepis pozwoli także na hodowanie pszczół w całym mieście (do tej pory istniał zakaz obejmujący śródmieście) ;).

Krytyka?

Oczywiście protesty pojawiły się już wśród członków rady miasta. Radna Dudziak – ta sama, której kilka lat temu przeszkadzała kopulacja osłów w Starym Zoo – choć twierdzi, że nie ma nic przeciwko samym psom („Też miałam pieska, którego kochałam. To była jamniczka, spała ze mną w łóżeczku, ale była upierdliwa, potrafiła ugryźć”), to już się martwi o wysokość ogrodzeń wokół wybiegów, wielkością posiadanych psów („Jeszcze, jakby to był taki mały piesek, jaki mają modelki, to bym zrozumiała, ale wiemy, jakie ludzie mają psy”), alergiami („A co zrobimy, jak do urzędu przyjdzie pani z dzieckiem, które ma alergię, a tu jakieś pieski będą chodzić?”) i generalnie stwierdza, że „nie może być tak, że wszędzie będzie można wejść z psem„, a psiarze (zarówno Ci obecni w radzie miasta, jak i zwykli mieszkańcy) tylko „rozwijają swoje wizje w mieście„. Pszczoły w mieście też jej średnio pasują, jakbyście się zastanawiali.

miasto

Z punktu widzenia właściciela psa

Szczerze powiem, że jestem pod wrażeniem bo – w przeciwieństwie do wielu inicjatyw związanych ze zwierzętami – proponowany projekt ma ręce i nogi.

Absolutnie zgadzam się z tym, że właściciel konkretnego obiektu powinien mieć ostateczną decyzję. Tak jak nie uważam, że jako psiarz muszę mieć możliwość wejścia do każdego sklepu czy restauracji (i nie obrażam się, gdy ktoś mi na to nie pozwala), tak samo nie uważam, że musi istnieć możliwość odwiedzenia z psem każdego miejsca publicznego. Bądźmy szczerzy, możemy się ze spokojem obyć bez odwiedzania boisk czy placów zabaw. Jasne, osobiście doceniłabym możliwość wejścia z psem na każdą pocztę oraz do każdego parku w Poznaniu, ale – naprawdę – mamy ich tyle w Poznaniu, że utrzymanie zakazu w czterech zabytkowych poznańskich parkach czy Ogrodzie Botanicznym nie zrobi większej różnicy.
Pod tym względem bardziej zależy mi na tym, by przepisy były takie same dla wszystkich psów. Skoro jest zakaz, to dla wszystkich – bo pies na rękach jest dalej psem. Jeżeli jest pozwolenie na wchodzenie z psem, to z każdym – także takim, który waży 60kg.

Zmiana przepisów dotyczących prowadzenia psów na smyczy – genialna. Naprawdę, mi jako właścicielowi psa nie jest potrzebna możliwość spuszczenia psa gdzie tylko zechcę. Zależy mi tylko na możliwości spuszczenia psa w miejscu, które nie jest wybiegiem dla psów (a więc bardzo ograniczoną przestrzenią). Proponowana zmiana pozwoli na spuszczenie psa chociażby na Cytadeli (największy park w Poznaniu o powierzchni przekraczającej 100 hektarów) czy na terenach nad rzeką.

Plus, tak przy okazji. Muszę pochwalić moją spółdzielnię mieszkaniową – po 5 latach ciągłych próśb w końcu nas wysłuchali i zwiększyli ilość śmietników na osiedlu. Dzięki temu mamy już nie jeden, a AŻ TRZY śmietniki. Brawo ;). Wasze miasta są bardziej pro-psie? 😀

  • Wow! Jakie dobre i przemyślane zmiany! Bardzo fajnie, że miasta zaczynają dostrzegać potrzeby opiekunów psów, oby tylko nie zostało to cofnięte, bo niestety wiele zakazów powstało z powodu łamania przez nas psiarzy ogólnie przyjętych norm i zasad…
    My w nowym miejscu zamieszkania też jesteśmy mega zadowoleni z zasad miejskich. Mamy cudowny park prawie jak mini Łazienki (nie przesadzam) i można wchodzić z psami, tyle że na smyczy. Jest dużo koszy na śmieci, i poza smyczą żadnych zakazów – dla mnie rewelacja!
    Bo w moim ukochanym Lublinie… spór o wejscie do Ogrodu Saskiego ciągle toczy się w sądzie…