Poznań – miasto przyjazne psom?

Poznań

Jeszcze do niedawna nazywanie Poznania miastem „przyjaznym psom” mogło budzić tylko i wyłącznie śmiech. Mieliśmy co prawda wyznaczonych kilkanaście, najwięcej w Polsce, ogrodzonych wybiegów i trawników, gdzie można było z czystym sumieniem spuścić psa ze smyczy, ale tak naprawdę były to jedyne psie „przywileje” w tym mieście.

Na szczęście teraz się to nieco zmieniło.

Jeszcze w grudniu 2016 roku do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wpłynęła skarga na obowiązującą w naszym mieście uchwałę o utrzymaniu porządku i czystości (Uchwała nr L/780/VI/2013 Rady Miasta Poznania). Zapisami, które wśród poznańskich psiarzy budziły do tej pory największe emocje, były następujące paragrafy:

§ 8. Osobom utrzymującym zwierzęta domowe nie wolno:
1) wprowadzać psów i innych zwierząt domowych do obiektów użyteczności publicznej, z wyłączeniem obiektów przeznaczonych dla zwierząt, jak schroniska, lecznice, wystawy itp., oraz obiektów, których
właściciel lub zarządca w wyraźny sposób wyraża zgodę na wprowadzanie psów i innych zwierząt domowych; postanowienie to nie dotyczy osób niewidomych, korzystających z pomocy psów
przewodników;
2) wprowadzać psów i innych zwierząt domowych na teren placów gier i zabaw, piaskownic dla dzieci, plaż, kąpielisk, boisk szkolnych i sportowych oraz ogródków przedszkolnych;
3) pozostawiać psa na uwięzi w taki sposób, że zagraża on otoczeniu;
4) dopuszczać do zakłócania ciszy i spokoju przez zwierzęta domowe.

Zarówno według Naczelnego Sądu Administracyjnego, jak i według Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, Rada Miasta nie ma prawa do wprowadzania zakazu wstępu zwierząt na określone tereny. Jedyne, na co mogą sobie pozwolić, to ustalenie zasad pobytu zwierząt na danym terenie. W związku z tym sąd unieważnił 1) oraz 2) punkt wspomnianego wcześniej regulaminu. Dlatego od 1 lutego bez żadnego problemu wejdziemy z psem nie tylko do każdego parku w Poznaniu, ale też nikt nie będzie miał prawa do wyrzucenia nas z boisk sportowych, placów zabaw, plaż, kąpielisk, a nawet budynków użyteczności publicznej (takich jak budynki Poczty Polskiej czy urzędy). Oczywiście pod warunkiem, że właściciel dostosuje się do ustalonych zasad (co zazwyczaj wiąże się z założeniem psu smyczy i kagańca).

 

W skardze zwrócono także uwagę na niektóre zapisy następującego paragrafu:

§ 9. 1. Psy muszą być wyprowadzane na uwięzi i tylko przez osoby, które są w stanie sprawować odpowiedni nadzór nad zwierzęciem, a psy ras uznawanych za agresywne, ich mieszańce oraz inne zagrażające otoczeniu, wyłącznie przez osoby dorosłe.
2. Zwolnienie psa z uwięzi jest dozwolone tylko z nałożonym kagańcem i jedynie w miejscach wyznaczonych i odpowiednio oznakowanych, gdy właściciel lub opiekun ma możliwość sprawowania kontroli
nad jego zachowaniem. Nie wolno zwalniać z uwięzi psów ras uznawanych za agresywne, ich mieszańców oraz innych zagrażających otoczeniu.
3. Zwolnienie ze smyczy psów bez kagańca jest dozwolone wyłącznie na terenie nieruchomości należycie ogrodzonej, w sposób uniemożliwiający jej opuszczenie przez psa i wykluczający dostęp osób trzecich, odpowiednio oznakowanej tabliczką ze stosownym ostrzeżeniem.
4. Psy ras uznawanych za agresywne, ich mieszańce oraz inne zagrażające otoczeniu, muszą mieć nałożony kaganiec, również pozostając na uwięzi.
5. Właściciel nieruchomości, po której pies porusza się swobodnie, zobowiązany jest zabezpieczyć nieruchomość w taki sposób, aby zapobiec możliwości wydostania się psa poza jej granice oraz umieścić w widocznym miejscu, wykonaną z trwałego materiału, tabliczkę ostrzegawczą z napisem „UWAGA PIES” lub o podobnej treści.

Według sądu kryterium dorosłości, o którym jest mowa w punkcie 1, jest w tym przypadku bardzo trudne do zastosowania. Nie wspominając o tym, że zapis ten nie bierze pod uwagę indywidualnych cech osoby wyprowadzającej psa – sąd wyszedł z założenia, że osoba młoda o większej sprawności fizycznej jest w stanie sprawować większą kontrolę nad psem, niż osoba, która co prawda jest dorosła, ale nie znajduje się w pełni sił.
Do tego uznano, że właściciel nieruchomości nie ma obowiązku ostrzegania o obecności psa na swojej posesji, nawet jeżeli pies ten porusza się luzem.

 

Oczywiście powyższe zmiany nie oznaczają, że Poznań nagle stał się idealnym miastem dla psiarzy. W dalszym ciągu pies w większości miejsc musi poruszać się na smyczy, a wchodząc gdzieś będzie musiał mieć założony kaganiec, ale szczerze mówiąc – dobre i to. W końcu mamy jakiś postęp pod tym względem :).

 

 

  • Z jednej strony powiem Ci szczerze, że wprowadzając te wszystkie zmiany, robił to ktoś z minimu wiedzy, tylko źle to sformuował, a to się żadko zdarza, bo zazwyczaj zasady pisane są przez osoby vo psa na oczy nie widziały. 🙂 Wielu cwaniaczków prowadząc np.: tosę po zwróceniu uwagi przez SM, że to rasa agresywna chełpiło się w Internecie tym, że nie dostali mandatu, bo pies nie miał rodowodu, czyli nie była tosą tylko w typie rasy, więc zakaz, a raczej nakaz ich niedotyczył. Psy zagrażające otoczeniu – nie agresywne, dla mnie też bomba, niech zaczną egzekwowac to od yorków i maltańczyków, bo co z tego, że „nie agresywny” skoro zagraża 😛 a tabliczki uważam, że powinny być zawsze. Chociażby po to, że jak jakiś palant wlezie komuś na posesję i pies go pogryzie, będzie można się bronić, że wszedl na własną odpowiedzialność, bo była informacja. Dobre sformuowanie przepisów to jedno, ale pomyślenie nad nimi, żeby były w miarę realne to jest już duży plus jak dla mnie. Jak pojadję z psami do Poznania, mnie to bardzo nie będzie dotyczyło, bo Donn i tak zawsze chodzi na smyczy i w kagańu i nie puszczam i w miejscach publicznych z szacunku do innych osób, więc nie widzę w tym wielkiego ograniczenia, ale zdaję sobie sprawę, że osoby majace spokojne, posłusze i bezpieczne psy będą czuły sie tym mocno ograniczone, no ale…zawsze powtarzam, że te wszystkie zakazy psiarze powodowane są zachowaniem psiarzy i sami sobie jesteśmy winni… 🙁

    • Jeśli chodzi o tabliczki, to też jestem zdania, że być powinny. I gdybym miała dom z ogrodem, to rozwiesiłabym te tabliczki w każdym możliwym miejscu, montując jeszcze pewnie przy nich oświetlenie ;). Zwłaszcza gdybym miała psy o charakterze stróżującym/obronnym.
      Tak naprawdę najważniejsze, zarówno dla mieszkańców, jak i osób będących przejazdem, jest usunięcie odgórnego zakazu wstępu do pewnych miejsc. Bo mandat za samo wejście z psem na przykład do parku to „lekka” przesada :D.
      Jeśli chodzi o puszczanie psa luzem… Ech. Tak naprawdę ciężko znaleźć w tej kwestii idealne rozwiązanie. No, idealnym rozwiązaniem byłoby stworzenie prawdziwego parku, wielkości przynajmniej parudziesięciu hektarów, dla psów. Bo wybiegi dla psów niezbyt się sprawdzają.

      • Ooo… taki park dla psow to bylo by cos. Ze stawem, z torem do agility, miejscem do zabawy z psem problemowym i park gdzie inni moga wspolnie sie bawic… moje marzenie…

  • Jak ja nie znoszę podziału na rasy agresywne i te super pro. Mam labradora, który może zaatakować kogoś kto mu i mnie zagraża oraz znam ASTa, który jest zwierzęciem kochającym wszystkie istoty na Ziemi. 🙂
    Na ten moment nie wybieram się do Poznania z moimi psami, ale nawet jeśli to nie widzę problemu w prowadzeniu ich na smyczy w miejscach publicznych. Moim zdaniem jest to obowiązkiem każdego właściciela, który nie ma pewności jak się jego pupil zachowa.

    • Niestety dopóki nie uda się wyeliminować właścicieli-debili, to nic się nie zmieni. Szkoda tych psów, ale…
      Aktualnie właśnie w Poznaniu mamy problem z facetem, który chodzi po dzielnicy luzem ze swoim amstaffem i każe mu atakować inne psy :/. Właściciele pogryzionych psów już niby zgłosili sprawę na policję, ale wiadomo – takie sprawy niestety u nas trochę trwają.

  • Pingback: Miasto coraz bardziej przyjazne psom? - Tayra the Boxer Dog()